Mieszkańcy Gliwic i okolicznych miejscowości przecierali oczy ze zdumienia, gdy w sobotni wieczór, 3 maja, niebo nad miastem rozświetliła potężna łuna ognia. Słup czarnego dymu, widoczny z odległości wielu kilometrów, zwiastował dramatyczne wydarzenia przy ulicy Stanisława Dubois. Pierwszy sygnał o zagrożeniu dotarł do służb ratunkowych o godzinie 19:32, sugerując początkowo jedynie zapalenie się pozostałości po pracach rozbiórkowych. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna, a strażacy niemal natychmiast musieli zmierzyć się z żywiołem, który błyskawicznie nabierał siły.
Ogień rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie, trawiąc kolejne budynki. W szczytowej fazie pożogi płomienie opanowały aż pięć hal magazynowych, a obszar objęty działaniem niszczycielskiej siły rozrósł się do półtora hektara. Skala zdarzenia była tak ogromna, że do Gliwic skierowano wsparcie z całego regionu, angażując w walkę z żywiołem 68 zastępów oraz ponad 220 ratowników. Powagę sytuacji podkreślał fakt, że dowodzenie nad operacją przejął osobiście Śląski Komendant Wojewódzki PSP, st. bryg. Damian Legierski.
Podczas gdy strażacy walczyli z płomieniami, specjaliści z katowickiego laboratorium chemicznego nieustannie badali skład atmosfery. Choć widok gęstych kłębów dymu budził powszechny niepokój, aparatura pomiarowa na szczęście nie wykazała obecności toksycznych substancji w stężeniu zagrażającym życiu gliwiczan. Mimo że krajobraz wyglądał apokaliptycznie, zdrowie mieszkańców pozostawało bezpieczne. Akcja ratunkowa wymusiła jednak spore utrudnienia w komunikacji, powodując zamknięcie kluczowych dróg, w tym ulicy Śliwki oraz zjazdów z Drogowej Trasy Średnicowej, co przez wiele godzin testowało cierpliwość lokalnych kierowców.
Przełom w walce z żywiołem nastąpił dopiero po północy, kiedy o godzinie 2:10 ogłoszono lokalizację pożaru, co oznaczało skuteczne odcięcie drogi rozprzestrzeniania się ognia. Od tego momentu sytuacja powoli zaczęła wracać pod kontrolę, choć świt zastał na miejscu wciąż blisko 140 strażaków zajmujących się mozolnym dogaszaniem pogorzeliska. Obecnie trwają prace nad wyjaśnieniem okoliczności powstania pożaru, a pierwsze tropy wskazują, że zarzewie mogło znajdować się w składowisku odpadów i materiałów rozbiórkowych na zewnątrz obiektów. Dokładny przebieg wydarzeń ustali jednak policyjne dochodzenie oraz opinie biegłych.
Fot. Państwowa Straż Pożarna

